artykuły

popularne

Samochody zastępcze czekają…tylko brać!

Autor: Kancelaria Skibiński Data: 2014-04-02 Tagi:

Często zdarza się, że w wyniku zderzenia Nasz samochód nie będzie nadawał się do dalszej jazdy. Zmuszeni będziemy wtedy oddać go do warsztatu i cierpliwie poczekać na naprawę. Wyrażenie „cierpliwie poczekać” nie oznacza jednak, iż w okresie naprawy – do pracy będziemy musieli tułać się komunikacją miejską. Wystarczy postarać się o samochód zastępczy!

Samochody zastępcze czekają na Nas! Świadczyć o tym może chociażby zdjęcie do niniejszego artykułu. Dlaczego jednak nie korzystamy z tego ułatwienia?

Bo się boimy… Ale czego lub raczej kogo?

Chyba Ubezpieczyciela… Bo to przecież oni – Ubezpieczyciele – często próbują nie pamiętać o Naszym uprawnieniu do auta zastępczego, a pojazdów tych mają przecież na pęczki (patrz zdjęcie do artykułu).

W takiej sytuacji warto znać treść uchwały Sądu Najwyższego z dnia 17 listopada 2011 r. o sygn. III CZP 5/11 w której wskazano, że „odpowiedzialność ubezpieczyciela z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za uszkodzenie albo zniszczenie pojazdu mechanicznego niesłużącego do prowadzenia działalności gospodarczej obejmuje celowe i ekonomiczne uzasadnione wydatki na najem pojazdu zastępczego; nie jest ona uzależniona od niemożności korzystania przez poszkodowanego z komunikacji zbiorowej”.

Co to znaczy?

Krótko mówiąc jeżeli nie jesteśmy sprawcami wypadku i czekamy na naprawę samochodu to nie musimy się tułać do pracy tramwajem czy autobusem.

Czy to przełom?

Tak. Uchwała ta zrównała wreszcie pozycję poszkodowanego, który samochodem jeździ do pracy – z osobą która pracuje w samochodzie. Od dawna bowiem sądy orzekały, że w przypadku gdy w wyniku zderzenia zniszczony został samochód służący poszkodowanemu do potrzeb prowadzenia działalności gospodarczej np. osoby samozatrudnionej będącej kurierem – może skorzystać on na koszt Ubezpieczyciela z najmu innego, podobnego jakościowo pojazdu. Tezę taką wyrażono np. w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 8 września 2004 r. IV CK 672/03.

Czyli jak to zrobić?

Najlepiej chyba po prostu przypomnieć Ubezpieczycielowi o przełomowej uchwale i naszym uprawnieniu. Jeśli to nie poskutkuje, proponuję sporządzić stosowne wezwanie do przydzielenia samochodu zastępczego w wyznaczonym terminie pod rygorem wynajęcia go na własną rękę (tzw. straszak). Jeśli nawet to nie pomoże nie pozostaje nam nic innego. Po prostu pójdźmy do komercyjnej wypożyczalni samochodów i wybierzmy model podobny do naszego, a wynajmującego poprośmy o rachunek. Zgodnie z wyrazem orzecznictwa – refundacji mogą podlegać tylko wydatki rzeczywiście poniesione na taki najem. Istotne jest, iż według uchwał Sądu Najwyższego – nie możemy żądać zwrotu świadczenia jeśli nie dokonaliśmy wypożyczenia.

I wtedy możemy jeździć do pracy zastępczym samochodem…A na siłownię lub do kosmetyczki też?

Też! Choć niektórzy twierdzą, że wynajęcie samochodu zastępczego nie będzie uzasadnione w celu okazjonalnego dojazdu do kosmetyczki lub na siłownię, a także wówczas – gdy poszkodowany dysponuje innym sprawnym samochodem.

No może z tym innym samochodem jest trochę racji… Jeżeli ktoś ma pięć samochodów to najwyżej jednego dnia auto nie będzie pasowało mu do butów…

Ale na siłownię i do kosmetyczki moim zdaniem można jeździć autem zastępczym. Z resztą jeśli dojeżdżamy rano do pracy, a później na siłownie to co za różnica? I tak to my płacimy za benzynę…

Walczmy zatem o swoje prawa i nie dajmy pokrzyżować sobie planów. Zdaniem autora trenować warto!

A i na zakończenie tylko jedno sprostowanie. W związku z tym, że zgodnie z art. 7 Kodeku cywilnego – dobrą wiarę się domniemywa – w niniejszym tekście wskazano, że „Ubezpieczyciele próbują nie pamiętać…”. Kodeks cywilny wyraża bowiem piękną zasadę, iż „Każdy jest z natury dobry”. Dlatego w takim kontekście proszę rozumieć użyty przeze mnie zwrot. Nie należy też utożsamiać firmy ubezpieczeniowej przedstawionej na zdjęciach jako „próbującej nie pamiętać…”. Zdjęcie użyte w artykule miało pokazać jedynie ilość pojazdów, którymi dysponują polskie firmy ubezpieczeniowe.

J.M.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Masz jakieś pomysły?

Autor: