artykuły

popularne

Odszkodowanie za wywłaszczenie dróg wewnętrznych? Nie tak szybko!

Europejski Trybunał Praw Człowieka już ładnych parę lat temu upomniał Polskę w jednej sprawie. Część z Was na pewno kojarzy rozstrzygnięcie z dnia 6 listopada 2007 r. (Application no. 22531/05), czyli dość popularne Bugajny i inni przeciwko Polska.

Dlaczego przypominać dzisiaj ten wyrok? Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba najpierw wyjaśnić czego dotyczyła ta sprawa. Chodziło przede wszystkim o to, by dostać odszkodowanie za wywłaszczenie nieruchomości, która z prawnego punktu widzenia dalej pozostaje we władaniu podmiotu prywatnego, ale faktycznie jest traktowana jak wywłaszczona.

W dużym skrócie (treść wyroku znajdziecie tutaj) chodziło o to, że można było utracić prawo własności nieruchomości na skutek wywłaszczenia bez oficjalnego wywłaszczenia. To znaczy, że np. na skutek uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i wydania decyzji podziałowej, która musi być z tym planem i na jej podstawie np. wydziela drogi (najbardziej modelowy przykład jaki da się znaleźć) może dojść faktycznie do wywłaszczenie większego obszaru pod drogę, niż jest to tam stwierdzone.

Karkołomne. Czyli chodzi o to, że w teorii mamy jakieś swoje grunty, w tym drogi wewnętrzne, ale faktycznie będą one np. drogami publicznymi?

Tak. Tego właśnie dotyczyła sprawa Bugajny – w największym możliwym skrócie doszło do wywłaszczenia faktycznego, czyli w teorii strona dalej była właścicielem drogi, ale ta leżała w ciągu komunikacyjnym istniejącej drogi publicznej i była jej przedłużeniem. Ważnym (jeśli nie najważniejszym) aspektem było wykorzystywanie takiej drogi przez nieograniczony krąg osób (czyli podobnie jak w przypadku drogi publicznej).

Jakie to miało konsekwencje?

Bardzo daleko idące. Co prawda, po drodze (tutaj drobny komentarz – sprawa Bugajny zakończyła się orzeczeniem ETPCz w 2007 r., niemniej jej początek przypadał jeszcze na lata 90.) doszło do zmian przepisów i domniemywanie charakteru publicznego drogi nie jest już takie proste – gorąco polecamy przy tym lekturę wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 4 stycznia 2012 r., sygn. akt I OSK 1289/11. Uzasadnienie wyroku jest dość obszerne i świetnie pokazuje charakter sprawy zbliżonej do sprawy Bugajny i szereg wątpliwości, który wiąże się ze stosowaniem w praktyce orzeczenie ETPCz. Jeśli ktoś ma trochę czasu, a przy tym nie ma uczulenia na teksty prawnicze, to z kawą/herbatą można spędzić przy tym wyroku kilka chwil. Warto.

Czyli wszystko sprowadza się do pytania – czy Bugajny wiąże?

W dużym skrócie. Oczywiście nie możemy powiedzieć czy Pan Bugajny coś w tej chwili wiąże, ale co do samego wyroku jak najbardziej odnieść się można.

W ostatnich latach było w Polsce trochę problemów ze stosowaniem się do tego konkretnego wyroku. Można w sumie odnieść takie wrażenie, że gdy sądom „przydarzały” się tego typu sprawy (a proszę nam wierzyć – jest ich całkiem sporo, wiele z nich jest w toku od lat), to była silna pokusa, żeby zrobić zwykłe „CTRL+C, CTRL+V” z tez ETPCz. Tymczasem w tych sprawach trzeba było się zagłębić, bo umykał jeden podstawowy szczegół – czy faktycznie drogi wewnętrzne były wykorzystywane jak publiczne?

No… ale jak to stwierdzić?

Każdorazowo trzeba się zastanowić. Pamiętajmy, że zasadniczo drogi publiczne dzielą się na drogi gminne, powiatowe i wojewódzkie. I wybierzmy ofiarę!

Np. trafia się taka sprawa – ktoś odrolnił sobie działkę, dokonał podziału, wytyczono mu drogi wewnętrzne. Drogi wewnętrzne dochodzą do drogi gminnej (a zatem dostęp do drogi publicznej). Plan miejscowy mówi, że drogi na osiedlu są wewnętrzne, decyzja podziałowa również. Gmina doprowadza wymagane media (kanalizacja, wodociąg itd.), ale nie odśnieża. Wjazd na drogi nie jest niczym ograniczony – jeśli ktoś się uprze, to może próbować przeciąć osiedle itd. Czy jest to faktycznie droga publiczna, czy też nie?

Dobre pytanie!

Bardzo dobre. Niestety, jest to również pytanie, które sądy bały się zadawać. W treści wyroku w sprawie Bugajny znalazło się wskazanie, że m.in. nieograniczony dostęp do drogi jest wyznacznikiem tego, że dana droga wewnętrzna miałaby mieć charakter drogi publicznej.

No ale zastanówmy się teraz nad jedną, bardzo ważną rzeczą. Mamy sobie zamknięte osiedle – budujemy domki/bloki, obieg zamknięty itd. W większości miast można znaleźć co najmniej po kilka takich mini-osiedli. I są tam szlabany – otwierane albo na klucz/pilota, albo przez portiera, albo przez domofon. Dostęp jest ograniczony, bo droga jest wewnętrzna, a szlaban postawili sobie za swoje pieniądze mieszkańcy.

A teraz uwaga! Zabieramy szlaban! I co? Mogę przejechać przez środek osiedla i „ściąć” sobie drogę, a nie jestem mieszkańcem. Droga przestała być wewnętrzna, bo mieszkańcy nie postawili sobie szlabanu?

To był zawsze największy problem, który czasem sądy pomijały – wystarczyło, że byle kto mógł na drogę wewnętrzną wjechać, więc droga była publiczna. Tylko że wyrok Trybunału w sprawie Bugajny nigdzie nie napisał, że to sam nieograniczony dostęp oznacza, że droga ma charakter publiczny, a jedynie podkreślił, że może to być jeden z wyznaczników i na kanwie tamtej sprawy miała fundamentalne znaczenie, bo droga wewnętrzna leżała w ciągu istniejącej drogi publicznej.

Czyli to jednak otrzymanie odszkodowania nie jest takie proste?

Nie, bo w wielu przypadkach nie jest takie proste wykazanie, że droga wewnętrzna faktycznie wykorzystywana jest jak droga publiczna. Działamy jako pełnomocnicy jednej z wielkopolskich gmin (w tej konkretnej sprawie razem z prof. Szewczykiem, którego serdecznie pozdrawiamy!) w związku z roszczeniem odszkodowawczym za drogi wewnętrzne faktycznie wywłaszczone pod drogi publiczne. W dniu 14 października 2014 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu wydał wyrok (sygn. akt II SA/Po 691/14), w uzasadnieniu którego poparł nasze argumenty, w tym dotyczące nieograniczonego dostępu do nieruchomości. Na ten moment gmina odszkodowania nie zapłaci, czego zresztą należało się spodziewać.

Czyli wyrok w sprawie Bugajny nic nie zmienił?

Zmienił i to bardzo dużo. Co prawda, z doświadczenia wiemy, że miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego w wielu gminach nie należą do najlepszych (człowiek się może naprawdę zdziwić). Natomiast jedno jest ważne – z pewnością jednostki samorządu terytorialnego bardziej dbają o prawidłowe regulowanie kwestii tych dróg. Nie oszukujmy się, ale sprawa Bugajny pokazała dobitnie jedno – że chciano zrobić drogę publiczną, ale pożałowano pieniędzy na odszkodowanie za wywłaszczenie.

Nie znaczy to jednak, że jeśli staniemy się właścicielami drogi wewnętrznej, to zaraz z nieba skapną nam pieniądze. Sprawę trzeba bardzo dobrze przeanalizować, bo choć wyrok Bugajny był potrzebny i nadal ma duże znaczenie, to sygnatura tego orzeczenia nie jest jakimś magicznym zaklęciem, które spowoduje, że wszystko będzie rozstrzygać się na naszą korzyść. Apelujemy więc o zdrowy rozsądek przy formułowaniu roszczeń!

M.Z.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.gratisography.com, autorem jest Ryan McGuire.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Masz jakieś pomysły?

Autor: