artykuły

popularne

O co chodzi z tym „wyciekiem akt”?

Autor: Kancelaria Skibiński Data: 2015-06-14 Tagi: , , , , , ,

W tym tygodniu polskie media obiegła sensacyjna informacja – Zbigniew Stonoga upublicznił fotokopię akt z postępowania przygotowawczego. Ale nie było to akta byle jakiej sprawy, o nie! Chodziło o „aferę podsłuchową”, w związku z czym media, zarówno te tradycyjne, jak i społecznościowe oszalały. I, niestety, zaczęło się to, co zwykle – wytykanie winnych palcami, szukanie radykalnych rozwiązań.

Od „wycieku” minęło już kilka dni, w związku z czym można spojrzeć na problem chłodnym (albo przynajmniej chłodniejszym) okiem i zastanowić się o co tak naprawdę poszło i co z tym wszystkim można zrobić, a blog prawniczy wydaje się być do tego dobrym miejscem.

Pierwsze informacje, jakie udało się mi usłyszeć, to „porażka państwa”, „porażka rządu i aparatu władzy”, „porażka Prokuratury”. Oczywiście, o co poszło? Tego dowiedziałem się po chwili. I jak wygląda opis całego zdarzenia, podany w najbardziej skrótowej formie? Jeden pan wrzucił na FB fotokopię akt „afery podsłuchowej”.

Zacząłem się zastanawiać bardzo poważnie nad tym, dlaczego cała Prokuraturę i prawie cały aparat państwowy zostały obwieszone psami, szczególnie dlatego, że rzecznik Prokuratury od razu poinformował, że będzie prowadzone postępowanie przygotowawcze w kierunku nie wycieku (jak zostało to nazwane przez opinię publiczną), ale niezgodnego z prawem upublicznienia akt.

Czemu więc społeczeństwo jest tak zbulwersowane?

Mam wrażenie, że negatywna reakcja społeczeństwa wynika z dwóch rzeczy – braku doświadczenia związanego z funkcjonowaniem procedury karnej (choć w kwestii dostępu do akt dotyczy to każdej procedury) niejako „od kuchni”, oraz z wagi sprawy, której dotyczą upublicznione akta.

W pierwszej kolejności pomyślmy o dostępie do akt. Przepisy (w tym konkretnym wypadku art. 156 Kodeksu postępowania karnego) jednoznacznie wskazują katalogi podmiotów, którym akta udostępnić należy. Sami dobrze wiemy jak wygląda dostęp do akt karnych na każdym etapie postępowania (Kancelaria w ramach działalności odszkodowawczej reprezentuje regularnie pokrzywdzonych – i to zarówno w postępowaniach wykroczeniowych, jak i karnych) i ja nie wyobrażam sobie, aby w cywilizowanym państwie mogło dojść do takiej sytuacji, kiedy zainteresowany podmiot będący stroną w konkretnej sprawie (lub jego pełnomocnik) może otrzymać odmowę dostępu do akt. Oczywiście jestem świadomy możliwości utajnienia akt, czy zwyczajnie odmówienia dostępu z uwagi na konieczność ochrony słusznego interesu państwowego (lub dobra śledztwa), ale to są sytuacje wyjątkowe.

Dzisiejszy komentarz piszę z perspektywy aplikanta, który faktycznie działa i w sądach, i na prokuraturze (jeśli prowadzone sprawy tego wymagają). Wiem też, że jest to regułą, że pełnomocnicy i osoby upoważnione (w szczególności aplikanci) wykonują regularnie fotokopie akt. Nowy klient, sprawa w toku w sądzie oddalonym o 250 km, a trzeba przejrzeć akta? Nic prostszego – wystarczy wykonać telefon do Okręgowej Izby Radców Prawnych lub do Okręgowej Rady Adwokackiej i zwyczajnie spytać o namiary na lokalnego prawnika (najczęściej aplikanta), który zgodziłby się sporządzić fotokopie akt i udostępnić je pełnomocnikowi strony. Sam to robiłem, robią to praktycznie wszyscy.

Dlaczego?

Bo tak można, a wielokrotnie tak zwyczajnie trzeba. I teraz docieramy do sedna problemu – ja, autor tego wpisu, sam mam dostęp do mnóstwa akt. Dostęp ten jest legalny. Czy udostępniam te akta w serwisach społecznościowych? Nie, bo to już nie jest zgodne z przepisami i narusza interesy osób działających w tym postępowaniu, oraz samych organów te postępowania prowadzących.

Dlaczego o tym piszę? Bo boję się, że na fali oburzenia, która powstała po działaniach Pana Stonogi, zacznie się kolejne polowanie na czarownice, w związku z tym polecą głowy w Prokuraturze. To już jest norma, ale to może pójść dalej!

Czy zostanie zaostrzony dostęp do akt?

Mam nadzieję, że nie. Prof. Szymanowski (http://goo.gl/chCybH) zdaje się słusznie twierdzić, że jako społeczeństwo z jednej strony nie chcemy surowego karania za drobiazgi, ale w sprawach szczególnej wagi jesteśmy szczególnie represyjni. Boję się tego, że frustracja Polaków połączona z (w moim mniemaniu rozdmuchaną) aferą z aktami, zostanie podchwycona przed wyborami i wykorzystana do tego, żeby wprowadzić bardzo niekorzystne zmiany w kwestii dostępu do akt. Jawność procedur (w szczególności dla stron) jest jednym z podstawowych standardów państwa prawa i wprowadzanie rygoryzmu, albo, co gorsza, luzu decyzyjnego organów prowadzących postępowanie, jest w tym zakresie dalece niepożądana.

Mam cichą nadzieję, że racjonalnie myślący Polacy zauważą, że tak naprawdę to nie procedura i nie organy państwowe są winne zaistniałej sytuacji, ale osoba (być może osoby), które nadużyły swoich praw. Dziwi mnie tylko (początkowo bawiło, ale po chwili refleksji jednak przestało), że po krótkiej analizie kto ze znajmoych/obserwowanych/obserwujących w mediach społecznościowych opowiadał się za podjęciem radykalnych działań okazało się, że najwięcej do powiedzenia mają osoby, które są np. za szerszym dostępem do broni. To tragiczne, że w tak trywialnej kwestii, wydawałoby się, jak dostęp do akt sprawy istnieje pole do nadużyć, a już przy dostępie do broni taki problem na pewno nie wystąpi.

Czy w tej sprawie nie można było odmówić sporządzenia fotokopii?

To dobre pytanie. Z jednej strony bowiem sprawa dotyczy afery podsłuchowej, a zatem dotyczy tematyki, którą zainteresowani są chyba wszyscy. Pytanie tylko, czy to, co na tych podsłuchach było, oraz to, co zostało w toku postępowania ujawniono, można uznać za tak bezpośrednio związane z interesem państwowym, czy nie? Wydaje mi się wręcz nieprawdopodobne, by Prokuratura zezwoliła w tak istotnej i szeroko komentowanej sprawie na dostęp do akt bez rozważenia przesłanek odmowy.

Wbrew temu co myślimy o organach ścigania, tam nie pracują ludzie głupi i niedouczeni. Oczywiście, zawsze zdarzy się jakiś wyjątek, wszędzie może, ale z doświadczenia wiem, że w organach ścigania pracują osoby, które znają się na swojej pracy. Nie zmienia to faktu, że do ich funkcjonowania można mieć wiele uwag (natłok pracy, częste traktowania stron i zainteresowanych z wyższością, nie ginący problem pogoni za statystykami itd.), ale akurat w przypadku dostępu do akt problemu nie widzę.

Wniosek?

Nic się nie powinno zmieniać, bo z Prokuratury nic nie „wyciekło”, po prostu zainteresowany podmiot zrobił zdjęcia, a potem wrzucił je do Internetu. Za nadużycia praw należy karać, a nie zabierać te prawa.  Szczególnie w przypadku dostępu do akt, bo jak damy Prokuraturze uprawnienia do utajniania akt/szerszego odmawiania dostępu, to zaraz się okaże, że jesteśmy ścigani, tylko nie do końca wiemy za co…

M.Z.

Zdjęcie pochodzi z witryny pixabay.com, na licencji cc0

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Masz jakieś pomysły?

Autor: